CKMAZS.com | White-Green – CKM Włókniarz Częstochowa, AZS Częstochowa

Grzegorz Walasek: Wydaje mi się, że mamy bardzo dobrą drużynę

Grzegorz Walasek po ośmioletniej przerwie ponownie będzie zdobywał punkty dla Włókniarza Częstochowa. Wychowanek Morawskiego Zielona Góra oficjalnie kontrakt na starty w barwach Lwów podpisał na niedzielnej prezentacji drużyny. Wydaje mi się, że mamy bardzo dobrą drużynę. Wiadomo, że do dobrego wyniku potrzeba też dużo szczęścia. Jeśli jest to szczęście i jest dobra forma to wynik musi być. Czas jednak pokaże na co nas będzie stać – mówi w rozmowie na naszym portalem Grzegorz Walasek.

Wracasz do Włókniarza po ośmioletniej przerwie. Jakie są Twoje oczekiwania związane z powrotem do Częstochowy i do nadchodzącego sezonu?

Chce dobrze jeździć, to przede wszystkim. Znam to miasto, znam ten tor, więc to powinien być dodatkowy atut. Chciałbym utrzymać formę z tamtego sezonu. Liczę, że wszystko to się dobrze ułoży.

Jak oceniasz nową drużynę Włókniarza?

Dobrze znam się ze wszystkimi chłopakami. Żużel to taki specyficzny sport, w którym liczba startujących zawodników nie jest zbyt duża. Startujemy razem w różnych ligach i turniejach i znamy się bardzo dobrze. Wydaje mi się, że mamy bardzo dobrą drużynę. Wiadomo, że do dobrego wyniku potrzeba też dużo szczęścia. Jeśli jest to szczęście i jest dobra forma to wynik musi być. Czas jednak pokaże na co nas będzie stać.

Do startu ligi zostało jeszcze trochę czasu, mimo to czy pokusisz się już teraz o ocenę rywali z którymi Włókniarzowi przyjedzie rywalizować w tegorocznej Ekstralidze?

Myślę, że wszystkie drużyny są mocne. Nawet Gdańsk, który ma dosyć duże problemy, ma w składzie „Fredkę” i Madsena. To zawodnicy, którzy jeździli w topowych drużynach i robili dobre punkty, dlatego ja bym ich nie skreślał. Zobaczymy jak to wszystko będzie się układać. Wiadomo że to jest sport, w dodatku bardzo urazowy więc tak naprawdę wszystko może się wydarzyć.

Czy wyznaczasz sobie przed sezonem jakieś konkretne cele indywidualne? Wiemy, że tegoroczny finał IMP odbędzie się w Twojej rodzinnej Zielonej Górze. Czy będzie to jedna z tych imprez na którą będziesz nastawiał w szczególny sposób?

Nastawić to już się trzeba zaraz po sezonie. I nie mam tutaj na myśli konkretnie finału w Zielonej Górze, do którego jeśli awansuję nie będę nastawiał się w szczególny sposób, ale cały nowy sezon. Żeby to wszystko było dobrze poukładane trzeba silniki, części organizować z końcem roku. Tak było w moim przypadku i mam nadzieję, że będzie to dobrze pracować.

W jakich klubach oprócz Włókniarza będziesz startował w sezonie 2014?

Ogólnie dokonałem dwóch zmian. Zmieniłem klub w Polsce z Rzeszowa na Częstochowę i zmieniłem klub w Szwecji ze Sztokholmu, z którym zresztą również spadłem, na Rospiggarnę Hallstavik.

Po tym jak odszedłeś po sezonie 2005 z Włókniarza startowałeś w trzech innych klubach. Jak możesz ocenić okres swoich występów w Zielone Górze, Bydgoszczy i Rzeszowie?

Miło wspominam wszystkie trzy kluby. Każdy miał swoje plany i swoje problemy, z każdym klubem ta współpraca wyglądała inaczej, ale ani na Zieloną Górą, ani na Bydgoszczy, ani tym bardziej na Rzeszów nie mogę złego słowa powiedzieć. Jeździło mi się we wszystkich tych klubach dobrze. Wydaje mi się, że robiłem to co do mnie należało. Niestety takie rzeczy jak spadek czy problemy finansowe zmuszały mnie, abym te barwy zmieniał.

Jak będzie wyglądać Twoje zaplecze sprzętowe na nowy sezon?

Bardzo dobrze (śmiech)

W momencie w którym zdecydowałeś się na starty w Częstochowie, trwał już spór Włókniarza z Emilem Sajfutdinowem. Czy wybierając Włókniarza nie obawiałeś się sytuacji finansowej klubu, o której wtedy tak dużo i tak często mówiono?

Włókniarz to był w zasadzie jedyny klub, który był mną zainteresowany. Ja też byłem zdecydowany na Częstochowę. Finanse? Wiadomo, że jest to ważna sprawa, ale tak naprawdę to wszędzie są te problemy. Nie tylko we Włókniarzu, podejrzewam że w tych pozostałych topowych klubach też nie wszystko jest tak „kolorowo”. Myślę, że jeżeli będą przychodzić kibice, a my będziemy robić dobre widowisko to te finanse się też wyprostują.

Czyli w przerwie zimowej wybierałeś tylko pomiędzy Częstochową, a Rzeszowem?

Była jeszcze jedna propozycja, ale tak jak wspomniałem wcześniej byłem zdecydowany na Włókniarz. Oczywiście rozmawiałem, ale decyzja była na Częstochowę.

Z Włókniarzem podpisałeś roczny kontrakt, czy nie zastanawiałeś się żeby podpisać tutaj dłuższą umowę?

Nie, bo takie rzeczy ciężko planować w naszych skromnych Ekstraligowych przepisach (śmiech). Sam nie wiem co się wydarzy. Co roku coś jest zmieniane, więc ciężko coś planować. Osobiście uważam, że umów długoletnich nie ma sensu podpisywać bo po sezonie kontrakt i tak jest zmieniany. Dochodzą do tego zmiany w regulaminie, dopisywanie nowych punktów wszystko to sprawia że kontrakt długoterminowy staje się bez sensu. Na razie jest jeden rok i jeśli wszystko będzie dobrze, a mam nadzieję że tak właśnie będzie nic nie stoi na przeszkodzie żeby podpisać nowy kontrakt na kolejny rok.

Przed rokiem, gdy do Włókniarza przychodził Emil Sajfutdinow oczekiwania kibiców było ogromne. Teraz, gdy drużynę wzmocniłeś Ty i Peter Kildemand zdaniem wielu siła częstochowskiej drużyny jest jeszcze większa. Nie obawiasz się presji ze strony kibiców?

Wiesz jak to wyszło rok temu z Emilem. Miał kontuzję, nie startował we wszystkich meczach i to tych najważniejszych. Ja na spokojnie do tego wszystkiego podchodzę. Powtarzam że żużel to sport urazowy, bardzo niebezpieczny i wszystko się może zdarzyć. Nie tylko we Włókniarzu, ale we wszystkich drużynach. Poczekajmy jeszcze trochę i zobaczymy jak to wszystko będzie się układać.

Byłeś stałym uczestnikiem cyklu Grand Prix w sezonie 2002 i 2009 czy myślisz jeszcze o startach w tych zawodach czy ten temat jest już dla Ciebie zamknięty?

Nie wiem. Jeśli będę dobrze jeździć i będę przechodzić przez te wszystkie szczeble eliminacyjne i uda mi się awansować to czemu nie. Nie jest to jednak mój priorytet. Co będzie to będzie (śmiech). Najważniejsze jest dla mnie dobrze jeździć we wszystkich zawodach, bo wtedy odczuwa się satysfakcję i wszystko się samo nakręca. Jeździsz dobrze, to jesteś z tego zadowolony. Kibice też wtedy inaczej podchodzą, wówczas masz większą ochotę i do życia i do jazdy.